Przejdź do głównej zawartości

Mieszanina fantasy, przygody i baśni – recenzja filmu Wielki Mur

Zdarzyło się Wam obejrzeć film i nie bardzo wiedzieć jak go ocenić, ba... nie mieć nawet pojęcia do jakiego gatunku go zakwalifikować i tak naprawdę dumać nad tym, czy dzieło mi się podoba czy nie? Może tak, może nie, ale ja czasami tak miewam i to emocjonalne rozdarcie towarzyszyło mi po obejrzeniu Wielkiego Muru w reżyserii Yimou Zhanga. Film zakwalifikowany jako produkcja fantasy i przygodowa jednocześnie, lawiruje jednak między baśniowością a mistycyzmem, pewną dawką komedii a filmem akcji, lekkim romansem i typowymi filmami azjatyckimi, w których na ekranie rozgrywają się spektakularne iście gimnastyczne potyczki i zrealizowane z rozmachem elementy walki. I choć ten specyficzny miszmasz nie bardzo mi odpowiada, to mimo wszystko nie sposób się na nim nudzić.
 
Rzecz jak łatwo można wywnioskować z tytułu dzieje się w Chinach, w których to przyjdzie nam towarzyszyć dwójce walecznych acz nie pozbawionych zadziorności mężczyzn z Zachodu, którym marzy się szybkie wzbogacenie się dzięki zasobom czarnego prochu, który skrywa to miejsce. Napadnięci przez przedziwną i krwiożercą istotę, pozbawiwszy jej dłoni, trafiają na wspomniany mur, do pewnej elitarnej jednostki wojskowej, której celem jest obrona kraju, a nawet świata przez stworami, które co 60 lat atakują ludzi, zjadając jednego za drugim. Ponieważ nasza dwójka posiada nieprzeciętne umiejętności posługiwania się, jeden łukiem, a drugi toporem, jak się domyślacie niemal natychmiast zostają aktywnymi uczestnikami tego, co się wokół nich dzieje. 
 
Fabuła rzekłabym banalna i oklepana mimo wszystko potrafi wciągnąć. Wielki Mur to produkcja, w której Yimou Zhang postawił na sprawdzone elementy, pozwalając widzowi po prostu obejrzeć film, dzieło proste, nie wymagające przemyśleń, ot prawie dwie godziny czegoś z czym można zapoznać się zajadając chipsy i popijając herbatkę. Proste zasady rządzące w owej produkcji, to walka dobra ze złem, czyli grupy chińskich żołnierzy, posiadających niesamowite umiejętności z istotami tak okrutnymi i krwiożerczymi, że aż niewiarygodnymi. Co tu dużo mówić, przyjdzie nam oglądać ludzi ratujących świat (filmowa norma) a ratunek ten upstrzony jest licznymi, choć nie największych lotów, ale mimo wszystko widowiskowymi bitwami. Żołnierze będą łazić po murach, skakać w dół zawieszeni na linach, robić gimnastyczne fikołki i salta. Nie zabraknie też wybuchów, ognia i wszelkiego typu fajerwerków. 


Nie tylko elitarna drużyna zaprezentuje w Wielkim Murze pokaz swoich umiejętności. Zdolności rodem z bajek wzięte pokażą nam także William, grany przez Matta Damon'a i Tovar, w którego wcielił się Pedro Pascal. Pierwszy z nich posługuje się łukiem lepiej niźli Wilhelm Tell, drugi zaś rzuca toporami tak celnie jak zapewne nikt nigdy. Oprócz niebywałych umiejętności walecznych, postaci te miały być zapewne pokazane w nieco humorystyczny sposób. Reżyser co widać, próbował przemycić do swego filmu nieco humoru, z tym że ten jest on naciągany i płytki. Ani jednemu ani drugiemu z aktorów wcielających się w słodkich zabijaków, nie udało się być jednocześnie szorstkim i zabawnym, choć mniemam takie było założenie twórcy. Reszta osób jest taka jaka być powinna. Waleczna, prawa, patetyczna i zrównoważona pani Komandor Lin Mae, w tej roli piękna Tian Jing, czy stanowczy i pewny siebie Strateg Wang, czyli Andy Lau
 
Wielki Mur jest tytułem bardzo mylącym. Można by było pomyśleć, że czeka nas tu wiele odniesień do przeszłości i wzmianek historycznych. Nic bardziej mylnego. To klasyczny film fantasy przepleciony elementami akcji i baśni. Tu nawet muru nie ma za wiele. Widzimy tylko jego fragment, podczas kolejnych ataków bestii. Cieszyć nasze oczy będą za to liczne wynalazki technologiczne, w postaci przemyślnych balonów, dział oblężniczych i tym podobnych. Wspomniany przeze mnie film to także żywe świadectwo kooperacji chińsko - amerykańskiej. Z ekranu nie raz, nie dwa wylewa się patos, a dialogi między bohaterami są ich pełne. 
 
Duża zaletą filmu są kostiumy, nie tylko niesamowite pod względem wykonania, ale także niezwykle kolorowe. Barwy i mistycyzm, to zdaje się główne przesłania tej projekcji, która choć nie jest w stanie dorównać dwóm poprzednim filmom Zhanga: "Domu latających sztyletów" i "Hero", to poprzez swoją bajkowość i prostotę może się podobać.
 
Wielki Mur zapewne nie jest dziełem powalającym na kolana, takim co to ogląda się z zapartym tchem, takim, o którym po projekcji dyskutuje się przez kolejne godziny. To bardzo przeciętny film, wypełniony wartką akcją. Kinowy średniak przyciągnąć jednak może sprytnym wyeksponowaniem tego co w kinie azjatyckim jest już niemal tradycją. Włożenie do filmu nieco Hollywoodu nadało mu jednocześnie nieco ostrości i świeżego powiewu, choć nie jest to wietrzysko, a jedynie lichy zefirek. Cóż, pozostało mi go jedynie ocenić, co oczywiście czynię, dając Wielkiemu Murowi 6/10. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Atypowy, typowy, nietypowy nastolatek – recenzja serialu Netflixa

Atypowy , to serial do którego obejrzenia podchodziłam jak przysłowiowy pies do jeża, z dużą rezerwą i bardzo niechętnie. Po zapoznaniu się z pierwszym sezonem (mam nadzieję, że drugi też będzie), szczerze się sobie dziwię, że miałam jakiekolwiek obawy, bo  to połączenie komedii, produkcji obyczajowej i dramatu,  to świetny przykład, że nie należy oceniać książki po okładce, a serialu po tytule. Jeśli jeszcze nie widzieliście, a jesteście posiadaczami Netflixa, a nie obejrzeliście jeszcze tego projektu, to naprawcie swój błąd. Gwarantuje Wam, ze osiem odcinków wchłoniecie jednym tchem, bo jest powiewem świeżości na przeładowanym rynku durnych i nikomu nie potrzebnych komedii. Atypowy  to nie tylko nietypowy serial, ale także „atypowy” bohater. Jest nim  wchodzący w dorosłość, osiemnastoletni Sam , który zmaga się z autyzmem. Chłopak żyjący w na pozór normalnej, amerykańskiej rodzinie, która jak się z czasem dowiadujemy ma swoje ukryte problemy, a który postan...

Zanim Odejdę - recenzja filmu

Bytowanie każdej istoty na ziemi kończy się zawsze tak samo, śmiercią. Zwykle nie znamy dnia ani godziny, najczęściej myśl o nieuchronnym oddalamy od siebie jak najdalej, traktując śmierć jak temat tabu. Zastanawialiście się co by było gdybyście wiedzieli, że wasze egzystowanie na tym padole łez właśnie się kończy i zaczynacie ostatni dzień życia. Co byście zrobili, jak się zachowali, jak wyglądałby Wasze ostatnie chwile?  Takie pytanie próbuje zadać dramat filmowy Zanim Odejdę (Before I Fall).   Film, dla którego  pierwowzorem jest książka  Lauren Oliver ,  przybliża nam postać nastolatki, licealistki imieniem Samatha, zwanej Sam, która wiedzie typowe życie wchodzącej w dorosłość osóbki. Buntuje się przeciwko matce, kłóci z siostrą, plotkuje z najlepszymi kumpelami, spotyka z chłopakiem i imprezuje. Po jednej z takich imprez, wracając z przyjaciółkami do domu ich samochód wpada w poślizg, dachuje a bohaterka traci przytomność. Gdy ją odzyskuje, okazuje się...

Aż do kości - recenzja filmu

Anoreksja, stan chorobowy obrazujący się zaburzeniami jedzenia, zwany inaczej jadłowstrętem. Choroba powszechnie nazywana problemem cywilizacyjnym, narzucającym szczególnie młodym ludziom rygorystyczne normy dotyczące wyglądu i zachowań, wcale nie jest niczym nowym. Po raz pierwszy nazwał ją i udokumentował angielski lekarz,  Richard Morton , a było to w XVII wieku. Wymogi cywilizacyjne i konsumpcyjny tryb życia pozwoliły rozwinąć się jej, na tyle, że w obecnych czasach anoreksja jest już sporym problemem. Co tu dużo mówić, współcześni ludzie mają być przebojowi, wygadani, zaradni, a przede wszystkim.....szczupli. Z góry zakłada się, że człowieka, którego tu, czy ówdzie jest zbyt dużo, nikt nie doceni, a tym bardziej nie polubi. Kolorowa prasa zarzuca nastolatki i osoby wchodzące w dorosłość, uśmiechniętymi  kobietami w rozmiarze 34, gloryfikując niską wagę ciała. Chcąc dorównać i sprostać kanonom obecnego   "piękna"  dziewczęta i młode kobiety przestają jeść , odda...